mar 1 2010
Szacun panie Zimoch
Vancouver, komentarz do biegów Kowalczyk:
Złoty medal na 30 km.:
Medal srebrny:
I brązowy:
Na koniec trochę klasyki
Oraz jak to robią Włosi:
lut 21 2010
A dziś zamiast tradycyjnego polskiego rosołu i schabowego…
Chodzi mi to po głowie chyba od czwartku…
Saumon aux poireaux en papillote czyli po naszemu,
niedzielę sponsoruje literka P i R – Pieczony rybol z porami
PS.
To tak dla odmiany od naleśników
lut 3 2010
Dziś to w Trójce usłyszałem…
… i spadłem z krzesła, a dokładniej osunąłem się z fotela pod grzejnik.
Prośba do siostry D czyli E o tłumaczenie, może być improwizowane
sty 30 2010
sty 20 2010
sty 3 2010
bez tytułu (czyli znowu łaziłem po głębokim śniegu)
Byłem w odrodzonym Odrodzeniu, bo czytałem ostatnio, że zmienił się dzierżawca i teraz jest fajnie. Na start przywitali mnie “krejzole” na skuterach śnieżnych, którzy jeździli w kółko jak opętani, ale nic to, skuter po to jest żeby na nim jeździć
Wnętrza jakoś mocno się nie zmieniły, więc dalej czuję klimat mojego liceum połączony ze szpitalem.
Zamówiłem sobie ciacho, herbę i gofra z truskawką, niestety gofra już się nie doczekałem, jak widać ma dużo niższy priorytet niż schabowe, sznycle i filet z mintaja.
Pierwsze wrażenie więc takie sobie, mam nadzieję, że następnym razem mnie powalą
PS.
Na plus zasługuje postawienie ścianki wspinaczkowej w holu (chociaż ja to wspinu nie uprawiam). Dobry pomysł.
PS2.
A wogóle to zrobiłem chyba z 25-30km (w tym przecieranie szlaku z Polany do Słoneczników i zbieg z Odrodzenia), jak doszedłem do parkingu w Karpaczu to pocałowałem z radości focusa w oponę…
gru 20 2009
gru 16 2009
Od soboty koniec świata!
Wiatr wieje z prędkością ponad 300 m/s, temperatura prawie 200 st. no i ciśnienie 0 hPa. Kto żyw niech umyka
gru 13 2009
I znowu Śnieżka…
13.12.2009, Karpacz, godzina 10.30, parking pod wyciągiem: na całym parkingu stoją 3 auta, podejrzana sprawa… gadam z lolkiem parkingowym, że pewnie wyciąg nie działa, ale okazuje się, że działa… hm, podejrzana sprawa… idę sobie do góry Białym Jarem, nikogo po drodze, pierwsi ludzie dopiero pod Domkiem Śląskim. Na Śnieżce w “cafe” może z 10 osób w porywach, wliczając w to nieśmiertelnych i wszędobylskich Czechów na biegówkach. Pokręciłem się jeszcze trochę po okolicy (bardziej po czeskiej stronie), i dzida do Karpacza (już tak lekko “po ciemaku”). Oto jestem w Karpaczu, godz. 17.30, schodzę z Górnego na Orlinek, po drodze ani jedno auto mnie nie minęło, poza jakimś autobusem
Hm, podejrzana sprawa… a wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o $$$, pewnie rodacy, którzy planują nawalić się “pod karpia” w kurorcie, ostrzą pazurki i zaopatrują się w najnowsze modele kurtek z hiper-texu, żeby 24-go, 25-go i 26-go zamanifestować swój status, niedyskretnym spacerkiem do kościółka wang (w żadnym wypadku nie wchodząc do lasu!).
A w górach fajnie było, raz mgła, raz chmury, można było patrzeć prosto na słońce, nie było zimno, nie wiało (nawet na Śnieżce nie wiało!), nowe spodnie z hiper-wypierd-texu przetestowane, ocena: dają radę jak basterd Pitt.
